Dla Jona Armstronga zakończenie sezonu 2026 przyniosło coś więcej niż najlepszy wynik w jego dotychczasowej karierze w Rajdowych Mistrzostwach Świata. Siódme miejsce w Rajdzie Sardynii było mocnym akcentem na koniec debiutanckiego roku w najwyższej kategorii i jednocześnie argumentem, który Irlandczyk z Północy chce wykorzystać w rozmowach o przyszłości.
Armstrong, pilotowany przez Shane’a Byrne’a w Fordzie Puma Rally1 zespołu M-Sport Ford, przyjechał na włoską wyspę z jasno określonym celem. Po trudniejszych występach w Finlandii, Paragwaju i Chile najważniejsze było przejechanie rajdu bez poważnych błędów i dotarcie do mety z wartościowym wynikiem.
Ten plan udało się zrealizować. Armstrong zakończył rywalizację na siódmej pozycji, będąc najwyżej sklasyfikowanym kierowcą M-Sportu. Wcześniej w sezonie dwukrotnie zajmował ósme miejsce – w Szwecji i Japonii. Sardynia przyniosła więc jego najlepszy rezultat w samochodzie Rally1.
Sezon pełen nauki, ale również obiecujących momentów
Przejście do najwyższej kategorii było dla Armstronga dużym krokiem. Jeszcze pod koniec 2025 roku perspektywa startów w pełnym sezonie samochodem Rally1 wydawała mu się mało realna. Ostatecznie otrzymał szansę, która pozwoliła mu sprawdzić się na tle najbardziej doświadczonych kierowców świata.
Nie wszystkie rundy przebiegały jednak po jego myśli. W wymagającym sezonie brakowało przede wszystkim regularności, a błędy i problemy na poszczególnych rajdach utrudniały budowanie wyników. Jednocześnie pojawiły się sygnały, że Armstrong ma potencjał, by rywalizować znacznie bliżej czołówki.
Jednym z najważniejszych momentów była pierwsza wygrana na odcinku specjalnym WRC podczas Rajdu Akropolu. Kierowca pokazał również dobre tempo w Monte Carlo i Chorwacji, gdzie przy bardziej konsekwentnej jeździe mógł myśleć o wyższych pozycjach.
Sardynia była zatem ważnym sprawdzianem. Trudne, wąskie i nierówne szutrowe drogi wymagały ostrożności, szczególnie dla zawodnika poznającego ten rajd po raz pierwszy samochodem tej klasy. Armstrong postawił na czystą jazdę, ograniczenie ryzyka i dowiezienie wyniku do mety.
Najważniejsze pytanie: co przyniesie rok 2027?
Dobre zakończenie sezonu nie oznacza jeszcze, że Armstrong ma zagwarantowane miejsce w WRC na kolejny rok. Kierowca otwarcie przyznaje, że chciałby kontynuować starty na najwyższym poziomie i wykorzystać doświadczenie zdobyte w 2026 roku.
Dla M-Sportu nadchodzący okres będzie czasem ważnych decyzji. Zmieniające się przepisy techniczne i przygotowania do nowej generacji samochodów oznaczają konieczność planowania programu sportowego na kolejne lata. Wybór kierowców będzie miał znaczenie nie tylko dla wyników, ale również dla rozwoju zespołu.
Armstrong może przemawiać do ekipy właśnie tym, że ma już za sobą pełny sezon w Rally1. Zna samochód, poznał wymagania mistrzostw i wie, nad czym musi pracować. Z drugiej strony konkurencja o miejsca w czołowych zespołach pozostaje duża, a sam potencjał nie zawsze wystarcza, by zagwarantować sobie kolejny kontrakt.

Fundament pod kolejny krok
Sezon 2026 nie był dla Armstronga wolny od trudności, ale przyniósł doświadczenie, którego nie da się zastąpić samymi testami. Pierwsze zwycięstwo odcinkowe, kilka mocnych fragmentów rywalizacji i siódme miejsce na Sardynii pokazują, że debiut nie był pozbawiony pozytywów.
Teraz najważniejsze będzie przekucie tych doświadczeń w bardziej regularne występy. Jeśli Armstrong otrzyma kolejną szansę, będzie musiał udowodnić, że potrafi nie tylko pokazać szybkość na pojedynczych odcinkach, lecz także utrzymywać tempo i unikać strat przez cały rajd.
Na razie jego przyszłość pozostaje otwarta. Sardyński wynik daje jednak solidny punkt wyjścia do rozmów o 2027 roku. Dla Armstronga najważniejszy cel jest jasny: pozostać w WRC i wrócić mocniejszym po pierwszym sezonie w najwyższej kategorii.
Jedno jest pewne: siódme miejsce na Sardynii nie rozstrzyga przyszłości Jona Armstronga, ale daje mu konkretny argument, by walczyć o kolejny rozdział kariery w mistrzostwach świata.

