WORLDRALLY.EU • NIEZALEŻNE WIADOMOŚCI MOTORSPORTOWE16.10.2026
Twoja pasja. Nasze relacje.
WRC

Elfyn Evans spełnił marzenie i został mistrzem świata WRC

5 października, 2026 • Martin

WRC Rally Sardinia 2026 / Photo – Lapokfoto / Worldrally.eu

Łzy szczęścia, ogromna ulga i niedowierzanie. Elfyn Evans przez wiele lat walczył o najważniejsze trofeum w rajdach samochodowych, wielokrotnie będąc o krok od spełnienia marzeń. W niedzielę na Sardynii wszystko wreszcie ułożyło się po jego myśli. Walijczyk wraz z pilotem Scottem Martinem zdobył swój pierwszy tytuł mistrza świata WRC, kończąc jeden z najbardziej dramatycznych sezonów w historii mistrzostw.

Jeszcze kilkanaście minut przed zakończeniem Rajdu Sardynii Evans był przekonany, że kolejny raz będzie musiał pogodzić się z porażką. Oliver Solberg jechał po mistrzowską koronę, a jego tempo na ostatnim Power Stage wskazywało, że to właśnie Szwed zakończy sezon na szczycie. Wszystko zmieniło się zaledwie dwa zakręty przed metą, kiedy Solberg wypadł z trasy i stracił bezcenne sekundy.

Evans obserwował przejazd swojego rywala, nie mogąc uwierzyć w to, co właśnie się wydarzyło. Po latach rozczarowań mistrzostwo świata niespodziewanie znalazło się w jego rękach.

„Nie sądzę, żeby to już do mnie dotarło. Byłem niemal pewien, że wszystko jest skończone. Nie pojechałem najlepszego odcinka. Dałem z siebie absolutnie wszystko, ale mój przejazd nie był czysty” – przyznał Evans tuż po zakończeniu rywalizacji.

W jego głosie trudno było doszukać się triumfalizmu. Zamiast eksplozji radości pojawiło się przede wszystkim niedowierzanie, a także współczucie dla Solberga, który był tak blisko zdobycia mistrzowskiego tytułu.

„Współczuję Oliverowi. Miał niesamowity weekend i przykro mi, że stracił wszystko tak blisko mety” – powiedział nowy mistrz świata.

Evans nigdy nie należał do kierowców przesadnie okazujących emocje. Nawet największy sukces w karierze przyjął z charakterystycznym dla siebie spokojem. Dopiero po chwili na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, a napięcie ostatnich godzin zaczęło ustępować miejsca radości.

„Nie bardzo wiem, jak opisać to uczucie. To trochę ulga, trochę szczęście i trochę radość” – tłumaczył Walijczyk.

Szczególnie wzruszającym momentem były reakcje najbliższych. Ojciec kierowcy, Gwyndaf Evans, sam w przeszłości związany z rajdami, nie potrafił ukryć emocji i rozpoczął świętowanie niemal natychmiast po błędzie Solberga. Sam Elfyn zachowywał jednak ostrożność, nie chcąc przedwcześnie uwierzyć w zwycięstwo.

„Mój ojciec zdecydowanie za szybko rozpoczął świętowanie. Gdy tylko Oliver wypadł z drogi, on już się cieszył. A ja mówiłem: poczekajmy jeszcze chwilę” – wspominał Evans ze śmiechem.

Za tymi chwilami radości kryły się lata ogromnej pracy, wyrzeczeń i bolesnych porażek. Pięć razy Evans kończył sezon jako wicemistrz świata. Szczególnie dotkliwa była porażka w 2020 roku, kiedy podczas finałowego Rajdu Monza wypadł z trasy i stracił szansę na mistrzostwo. W kolejnych latach wielokrotnie udowadniał, że należy do ścisłej światowej czołówki, ale upragniony tytuł wciąż pozostawał poza jego zasięgiem.

Teraz, mając 37 lat, mógł wreszcie powiedzieć, że osiągnął najważniejszy cel swojej sportowej kariery.

„Włożyłem w ten sport ogrom pracy. Być może nie mam tak wielkiego naturalnego talentu jak niektórzy kierowcy, z którymi rywalizuję, ale zawsze staram się dawać z siebie wszystko. I w końcu ta praca przyniosła mistrzostwo” – podkreślił.

Wielkie znaczenie miało dla niego również wsparcie zespołu Toyota Gazoo Racing, rodziny oraz pilota Scotta Martina, z którym od lat tworzy jeden z najbardziej doświadczonych duetów w mistrzostwach świata.

„To wspaniały sposób, aby podziękować wszystkim, którzy wspierali mnie przez całą karierę. Czuję, że osiągnęliśmy coś wspólnie – z zespołem, rodziną i Scottem, który odegrał ogromną rolę w naszych sukcesach” – mówił wzruszony Evans.

Równie silne emocje towarzyszyły Martinowi. Brytyjski pilot przyznał, że obserwując ostatni przejazd Solberga, zaczynał godzić się z kolejną przegraną.

„Czekaliśmy na to bardzo długo. Kiedy oglądaliśmy Olivera i Elliotta jadących tak mocnym tempem na ostatnim odcinku, zaczynałem myśleć, że znowu nam się nie uda” – wspominał Martin.

Dopiero kiedy stało się jasne, że Solberg stracił szansę na zdobycie wystarczającej liczby punktów, rozpoczęło się prawdziwe świętowanie. Szampan, uściski członków zespołu i gratulacje od rywali były zwieńczeniem wielu lat walki.

Evans podkreślał jednak, że mistrzostwo nie zostało zdobyte wyłącznie dzięki wydarzeniom na Sardynii. Jego zdaniem o sukcesie zdecydowała konsekwencja i praca wykonana podczas całego sezonu.

„Nie jestem szczególnie dumny z moich ostatnich rajdów w tym sezonie. Ale przecież mistrzostwa nie wygrywa się tylko tutaj. To rezultat pracy przez cały rok” – zaznaczył.

Dla brytyjskiego motorsportu sukces Evansa ma historyczne znaczenie. Walijczyk został pierwszym kierowcą z Wielkiej Brytanii od 25 lat, który zdobył mistrzostwo świata WRC. Ostatnim był Richard Burns w 2001 roku. Wcześniej po koronę sięgnął legendarny Colin McRae w 1995 roku.

Pomimo historycznego osiągnięcia Evans zapewniał, że nie zamierza zmieniać swojego podejścia do życia ani sportu.

„Nie sądzę, żeby to wiele zmieniło w moim życiu. Miałem długą i wspaniałą karierę. To był mój największy cel i teraz udało nam się go osiągnąć. Ale życie toczy się dalej” – powiedział.

Sardynia stała się miejscem, w którym zakończyło się wieloletnie oczekiwanie. Evans nie wygrał finałowego rajdu, nie był najszybszym kierowcą weekendu i sam przyznawał, że nie wszystko poszło zgodnie z planem. Jednak w sporcie, w którym o sukcesie decydują nie tylko szybkość, ale również regularność, determinacja i umiejętność podnoszenia się po porażkach, właśnie on zasłużył na najważniejsze trofeum sezonu.

Gdy na Sardynii wystrzeliły korki od szampana, Elfyn Evans mógł wreszcie odetchnąć. Po pięciu tytułach wicemistrzowskich, niezliczonych kilometrach odcinków specjalnych i latach rozczarowań spełnił marzenie, które towarzyszyło mu przez niemal całą karierę.

Elfyn Evans jest mistrzem świata WRC 2026. I choć sam potrzebował czasu, aby w to uwierzyć, tego tytułu nikt już mu nie odbierze.