Rajdowe mistrzostwa świata 2026 zakończyły się w sposób, którego nie wymyśliłby nawet najlepszy scenarzysta. Oliver Solberg triumfował w Rajdzie Sardynii, ale na kilka zakrętów przed metą ostatniego odcinka specjalnego popełnił błąd, który kosztował go najważniejsze trofeum w karierze. Elfyn Evans, przez większą część weekendu zmuszony do defensywy, wykorzystał dramat swojego rywala i po latach rozczarowań po raz pierwszy został mistrzem świata WRC. O wszystkim zdecydowały ostatnie sekundy ostatniego rajdu sezonu.
Niedziela, 4 października, miała być wielkim świętem rajdów. Na wymagających szutrowych trasach Sardynii rozstrzygała się nie tylko walka o zwycięstwo w trzynastej rundzie mistrzostw świata, ale przede wszystkim o najważniejszy tytuł sezonu. Po odwołaniu Rajdu Arabii Saudyjskiej włoska wyspa niespodziewanie stała się areną finałowego pojedynku trzech kierowców Toyoty: Elfyna Evansa, Olivera Solberga i Samiego Pajariego.
Przed rozpoczęciem ostatniego dnia Solberg znajdował się w znakomitej sytuacji. Szwed, pilotowany przez Elliotta Edmondsona, prowadził z przewagą 33,6 sekundy nad dziewięciokrotnym mistrzem świata Sébastienem Ogierem. Trzecie miejsce zajmował Sami Pajari, a Evans był dopiero piąty, tracąc do lidera ponad dwie i pół minuty. Brytyjczyk wciąż pozostawał jednak liderem klasyfikacji mistrzostw świata, a dodatkowe punkty przyznawane w niedzielę mogły całkowicie odmienić układ sił.
Organizatorzy przygotowali na finał cztery odcinki specjalne o łącznej długości 61,62 kilometra. Dwukrotnie pokonywano wymagającą próbę Osilo–Tergu, liczącą 23,71 kilometra, oraz krótszy, ale niezwykle widowiskowy odcinek Sassari–Argentiera. Ostatni przejazd tej drugiej próby, o długości zaledwie 7,10 kilometra, miał zdecydować o losach mistrzowskiej korony.
Solberg od początku niedzieli miał jeden cel: utrzymać prowadzenie w rajdzie i zdobyć wystarczająco dużo dodatkowych punktów, aby odebrać Evansowi tytuł. Nie mógł pozwolić sobie na najmniejszy błąd. Każda sekunda miała znaczenie, a presja rosła z każdym kolejnym kilometrem.
Tymczasem Evans, który w poprzednich sezonach wielokrotnie kończył rywalizację o mistrzostwo świata na drugim miejscu, ponownie znalazł się w sytuacji wymagającej ogromnej odporności psychicznej. Jego szanse skomplikowały się jeszcze bardziej podczas drugiego przejazdu Osilo–Tergu. Przebicie prawej przedniej opony zmusiło Brytyjczyka do zatrzymania samochodu i wymiany koła. Stracony czas pozbawił go szans na punkty za klasyfikację Super Sunday.
W jednej chwili sytuacja w mistrzostwach zmieniła się dramatycznie. Solberg stanął przed realną możliwością zdobycia pierwszego tytułu mistrza świata. Wszystko miało zależeć od końcowego Power Stage.
Na trasie Sassari–Argentiera napięcie osiągnęło punkt kulminacyjny. To był ostatni odcinek sezonu, ostatnia możliwość zdobycia punktów i ostatnia szansa na zapisanie się w historii WRC. Solberg wiedział, że musi pojechać szybko. Evans mógł już tylko wykonać swoje zadanie i czekać na rezultat najgroźniejszego przeciwnika.
I właśnie wtedy wydarzyło się coś niewiarygodnego.

Zaledwie dwa zakręty przed metą Solberg popełnił błąd. Jego Toyota GR Yaris Rally1 wypadła z wyznaczonej trasy i ugrzęzła w przydrożnych zaroślach. Szwed desperacko próbował wrócić na drogę, ale sekundy nieubłaganie uciekały. Każda kolejna oznaczała coraz mniejsze szanse na mistrzostwo.
Ostatecznie Solberg dotarł do mety, zachowując zwycięstwo w całym Rajdzie Sardynii. Jednak na Power Stage uzyskał dopiero ósmy czas i nie zdobył żadnego dodatkowego punktu. To właśnie ta jedna pomyłka odebrała mu mistrzowski tytuł.
W tym samym czasie Evans, który ukończył finałową próbę z trzecim wynikiem, mógł rozpocząć świętowanie. Brytyjczyk zdobył trzy punkty bonusowe, które wystarczyły, aby przypieczętować jego pierwszy tytuł mistrza świata.
Sceny rozgrywające się na mecie trudno było porównać z czymkolwiek innym w tegorocznym sezonie. Z jednej strony ogromna radość Evansa i jego pilota Scotta Martina, z drugiej rozczarowanie Solberga, który wygrał rajd, lecz przegrał walkę o mistrzostwo.
Dla Evansa był to moment szczególny. Po pięciu sezonach zakończonych na drugim miejscu w klasyfikacji mistrzostw świata Walijczyk wreszcie sięgnął po upragnioną koronę. Został pierwszym brytyjskim mistrzem WRC od czasów Richarda Burnsa, który zdobył tytuł w 2001 roku.
Sardynia zakończyła także niezwykle emocjonującą walkę wewnątrz zespołu Toyota Gazoo Racing. Trzej kierowcy japońskiego producenta przystępowali do finałowej rundy z szansami na mistrzostwo, a ostatecznie cała trójka zakończyła sezon na trzech pierwszych miejscach klasyfikacji kierowców.

Samo zwycięstwo w Rajdzie Sardynii przypadło Solbergowi i Edmondsonowi, którzy przez cały weekend prezentowali imponujące tempo. Drugą pozycję zajęli Sébastien Ogier i Vincent Landais, tracąc 57,5 sekundy do zwycięzców. Podium uzupełnili Sami Pajari i Marko Salminen, którzy ukończyli rywalizację ze stratą 1 minuty i 37,3 sekundy.
Tuż za podium uplasował się Adrien Fourmaux, ratując honor Hyundaia po trudnym weekendzie zespołu. Francuz przez znaczną część rajdu walczył w czołówce, ale problemy z oponami uniemożliwiły mu osiągnięcie lepszego rezultatu. Piąte miejsce Evansa okazało się natomiast warte znacznie więcej niż zwycięstwo w pojedynczej rundzie.
Szóste miejsce zajął Takamoto Katsuta, również mający za sobą wymagający rajd, naznaczony przebiciami opon. Thierry Neuville, który odpadł z walki o zwycięstwo po sobotnim wypadnięciu z trasy, powrócił do rywalizacji i wygrał końcowy Power Stage, pokazując, że Hyundai wciąż dysponował konkurencyjnym tempem.


